Słowo na Niedzielę
30. 04. 2017 nr. III Niedziela Wielkanocna
Liturgia Słowa:
Dz 2,14.22–28; Ps 16,1–2a i 5.7–8.9–10,11;
1 P 1,17–21;
Łk 24,13–35
Oto dwaj uczniowie Jezusa tego samego dnia, w pierwszy dzień tygodnia, byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?”. Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”. Zapytał ich: „Cóż takiego?”. Odpowiedzieli Mu: „To, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela. Teraz zaś po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Co więcej, niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli”. Na to On rzekł do nich: „O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swojej chwały?”. I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im, Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”. W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi”. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.
Komentarz
Rozczarowani uczniowie mówią: A my mieliśmy nadzieję, że to On wyzwoli Izraela. Jezus zawiódł ich nadzieje. Nie wygnał Rzymian i nie przywrócił Izraelowi utraconej potęgi. Nie odnowił tego, co na skutek grzechu ludu i jego przywódców popadło w ruinę. Czy jednak rzeczywiście? A może w swojej ślepocie ci, którzy oczekiwali doczesnego zbawienia, nie potrafili dostrzec, że Bóg nieskończenie przekroczył ich oczekiwania i odnowił wszystko to, co na skutek grzechu pierwszych ludzi zostało zniszczone? Zamiast przywracać królestwo Izraela, zawarł w sobie wieczne przymierze pokoju, które już nigdy nie zostanie złamane. Swoim zbawieniem ogarnął cały świat i wszystkich ludzi, przywracając harmonię w sposób pełniejszy niż ten, który istniał na początku. Bóg stał się człowiekiem, wynosząc w ten sposób ludzi do komunii w samym Bogu. Czy taką odbudowę rzeczywistości można uznać za zawiedzione nadzieje?
Ewangelia 2017
23. 04. 2017 r. Niedziela Miłosierdzi Bożego
Liturgia Słowa:
Dz 2,42-47; Ps 118, 1 i 4. 13-14. 22-24; 1
P 1,3-9;
J 20,19-31
Było to wieczorem owego pierwszego dnia
tygodnia. Tam, gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed
Żydami. Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: ”Pokój wam!”. A to
powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy
Pana. A Jezus znowu rzekł do nich:
”Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach
tchnął na nich i powiedział im: ”Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie
grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos,
nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do
niego: ”Widzieliśmy Pana!”. Ale on rzekł
do nich: ”Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca
mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli
znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych,
stanął pośrodku i rzekł: ”Pokój wam!”. Następnie rzekł do Tomasza: ”Podnieś
tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie
bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz
Mu odpowiedział: ”Pan mój i Bóg mój!”. Powiedział
mu Jezus: ”Uwierzyłeś, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a
uwierzyli”. I wiele innych znaków,
których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś
zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście
wierząc, mieli życie w imię Jego.
Komentarz
Myślę, że św. Tomasz może być doskonałym patronem dla wielu z nas. Trudno mu było uwierzyć w jakieś bajanie o zmartwychwstaniu. Był człowiekiem bardzo trzeźwo myślącym i wiedział, że jest to niemożliwe. Nikt nie był go w stanie przekonać. Przecież na płaszczyźnie racjonalnej nie da się tutaj nic udowodnić. A mimo wszystko w końcu uwierzył. Przekonał go jednak nie jakiś teoretyczny wywód, a osobiste spotkanie z Jezusem. Do takiego spotkania zaproszony jest każdy z nas. Świadectwo innych jest ważne, ale my wezwani jesteśmy do tego, abyśmy sami byli świadkami, a świadczyć można jedynie o tym, co się samemu przeżyło, i o tym, kogo się osobiście spotkało.
Ewangelia 2017
Droga,
Prawda i Życie‘
09. 04. 2017 r. Niedziela Palmowa Męki Pańskiej
Liturgia Słowa:
Iz 50,4-7; Ps 22,8-9.17-18a.19-20.23-24; Flp 2,6-11;
Mt 27, 11–54
Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według świętego Mateusza.
Jezus przed Piłatem
E. Jezusa stawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: I. Czy Ty jesteś królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział: + Tak, Ja nim jestem. E. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: I. Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie? E. On jednak nie odpowiadał mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.
Jezus odrzucony przez swój naród
A był zwyczaj, że na każde święto namiestnik uwalniał jednego więźnia,
którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy
się więc zebrali, spytał ich Piłat: I. Którego
chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem? E. Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. A gdy
on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: I. Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo
dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu. E.
Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby prosiły o Barabasza, a
domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik: I. Którego
z tych dwóch chcecie, żebym wam uwolnił? E.
Odpowiedzieli: T. Barabasza. E. Rzekł do nich Piłat: I. Cóż
więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? E. Zawołali wszyscy: T. Na krzyż z
Nim! E. Namiestnik odpowiedział: I. Cóż właściwie złego uczynił? E. Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: T. Na krzyż z Nim! E.
Piłat, widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i
umył ręce wobec tłumu, mówiąc: I. Nie jestem
winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz. E. A
cały lud zawołał: T. Krew Jego na nas i na
dzieci nasze. E. Wówczas uwolnił im Barabasza, a
Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.
Król wyśmiany
Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i
zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego
płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia, włożyli Mu na głowę, a do
prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego,
mówiąc: T. Witaj, królu żydowski! E. Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po
głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne
Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.
Droga krzyżowa
Wychodząc,
spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby
niósł krzyż Jezusa. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejsce
Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić.
Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy.
I siedząc, tam Go pilnowali. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego
winy: To jest Jezus, król żydowski. Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch
złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.
Wyszydzenie na krzyżu
Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami
mówiąc: T. Ty, który burzysz przybytek i w
trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym,
zejdź z krzyża!. E. Podobnie arcykapłani z
uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: T.
Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz
zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi,
jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym. E. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim
ukrzyżowani.
Śmierć Jezusa
Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: + Elí, Elí, lemá sabachtháni? E. To znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: T. On Eliasza woła. E. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: T. Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić. E. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.
Po śmierci Jezusa
A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół;
ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał
Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego
zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Setnik zaś i
jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to,
co się działo, zlękli się bardzo i mówili: T.
Prawdziwie, Ten był Synem Bożym.
Komentarz
Ile mi dacie, jeśli wam Go wydam? - pyta Judasz tych, którzy nastawali na życie Jezusa. Udało mu się zarobić trzydzieści srebrników. Za tyle sprzedał swojego Mistrza. A jaka jest nasza cena? Za ile wyrzekamy się Jezusa? Co sprawia, że opuszczamy Go, aby ucieszyć się tym, za co Go wydaliśmy? Czy przynajmniej po jakimś czasie, wcześniej lub później, być może nawet po wielu latach potrafimy się zreflektować, i tak jak Judasz zawołać: Zgrzeszyłem, gdyż wydałem niewinnego, czy raczej nie pozwalamy, aby jakieś staromodne wyrzuty sumienia zakłócały ten komfort, który przecież tak bardzo nam się należy, i burzyły święty spokój naszego życia? Zdrajca wcale nie był jeden, on nie był sam. Każdy z nas wielokrotnie zdradził Mistrza i pewnie jeszcze nie raz to uczyni. Im szybciej sobie to uświadomimy i się do tego przyznamy, tym wcześniej wydamy owoc nawrócenia.
Ewangelia 2016
Droga,
Prawda i Życie‘
02. 04. 2017 r. V Niedziela Wielkiego Postu
Liturgia Słowa:
Ez 37, 12–14; Ps 130,1-2.3-4.5-7a.7bc-8; Rz 8, 8–11;
J 11,1–45
Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry
Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła
Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego
wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. Jezus usłyszawszy to
rzekł: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej
Syn Boży został otoczony chwałą”. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i
Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w
miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: „Chodźmy znów do
Judei”. Rzekli do Niego uczniowie: „Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować
i znów tam idziesz?” Jezus im odpowiedział: „Czyż dzień nie liczy dwunastu
godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło
tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu
światła”.
To powiedział, a następnie rzekł do nich: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął,
lecz idę, aby go obudzić”. Uczniowie rzekli do Niego: „Panie, jeżeli zasnął, to
wyzdrowieje”. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówił o
zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: „Łazarz umarł, ale raduję
się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy
do niego”. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: „Chodźmy także i
my, aby razem z Nim umrzeć”. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od
czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy
około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby
je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi,
wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa:
„Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci
wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Rzekł do niej Jezus: „Brat twój
zmartwychwstanie”.
Rzekła Marta do Niego: „Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w
dniu ostatecznym”. Rzekł do niej Jezus: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem.
Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we
Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” Odpowiedziała Mu: „Tak, Panie! Ja
wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat”. Gdy
to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc:
„Nauczyciel jest i woła cię”. Skoro zaś Maria to usłyszała, wstała szybko i
udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym
miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i
pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią,
przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca,
gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: „Panie,
gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Gdy więc Jezus ujrzał, jak płakała ona i
Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał:
„Gdzieście go położyli?” Odpowiedzieli Mu: „Panie, chodź i zobacz”. Jezus
zapłakał. A Żydzi rzekli: „Oto jak go miłował!” Niektórzy z nich powiedzieli:
„Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?”
Jezus ponownie okazując głębokie wzruszenie przyszedł do grobu. Była to
pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: „Usuńcie kamień”. Siostra
zmarłego, Marta, rzekła do Niego: „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech
dni w grobie”. Jezus rzekł do niej: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli
uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?” Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do
góry i rzekł: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że Mnie
zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby
uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał”. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem:
„Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane
opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: „Rozwiążcie
go i pozwólcie mu chodzić”. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii
ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
Komentarz
Ileż razy te słowa skierowane przez Martę do Jezusa przy grobie Łazarza moglibyśmy odnieść do własnego życia. Często jesteśmy duchowymi trupami nie tylko przez cztery dni, ale przez całe lata. Grób, którym jesteśmy, w żadnym razie nie nadaje się do otwarcia. Zresztą najczęściej nie chcemy go otwierać, gdyż wiemy, że mogłoby się to wiązać z ukazaniem naszej wewnętrznej zgnilizny. Pomimo tego Jezus przychodzi do nas, nie zważając na zatrważającą tajemnicę, którą skrywamy w swoim wnętrzu. Choć zdarza się nam w porywach naszej niedojrzałej religijnej gorliwości wołać na wzór Tomasza: Chodźmy i my, aby razem z Nim umrzeć!, to On nie chce naszej śmierci. Przyszedł przecież po to, aby obdarzyć nas życiem, i może to uczynić bez względu na to, jak bardzo zaawansowany jest nasz duchowy rozkład.
26. 03. 2017 r. IV Niedziela Wielkiego Postu
Liturgia Słowa:
1 Sm 16,1b.6–7.10–13a; Ps
23,1–2ab.2c–3.4.5.6; Ef 5,8–14
J 9, 1-41
Jezus przechodząc ujrzał pewnego
człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: „Rabbi,
kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy - on czy jego rodzice?” Jezus
odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby
się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie
posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać.
Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata”. To powiedziawszy
splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i
rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloe” - co się tłumaczy: Posłany.
On więc odszedł, i obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem
widywali go jako żebraka, mówili: „Czyż to nie jest ten, który siedzi i
żebrze?” Jedni twierdzili: „Tak, to jest ten”, a inni przeczyli: „Nie, jest
tylko do tamtego podobny”. On zaś mówił: „To ja jestem”. Mówili więc do niego:
„Jakżeż oczy ci się otwarły?” On odpowiedział: „Człowiek zwany Jezusem uczynił
błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: «Idź do sadzawki Siloe i obmyj się».
Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem”. Rzekli do niego: „Gdzież On jest?”
On odrzekł „Nie wiem”. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze
niewidomego, do faryzeuszów. A dnia tego, w którym Jezus uczynił błoto i
otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób
przejrzał. Powiedział do nich: „Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”.
Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: „Człowiek ten nie jest od Boga, bo
nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: „Ale w jaki sposób człowiek grzeszny
może czynić takie znaki?” I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc
zwrócili się do niewidomego: „A ty co o Nim myślisz w związku z tym, że ci
otworzył oczy?” Odpowiedział: „To jest prorok”. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że
był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który
przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: „Czy waszym synem jest ten, o którym
twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi?” Rodzice
zaś jego tak odpowiedzieli: „Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził
niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto
mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie”.
Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już
postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wykluczony z
synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: „Ma swoje lata, jego samego
zapytajcie”. Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i
rzekli do niego: „Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest
grzesznikiem”. Na to odpowiedział: „Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem.
Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę”. Rzekli więc do niego: „Cóż ci
uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?” Odpowiedział im: „Już wam
powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i
wy chcecie zostać jego uczniami?” Wówczas go zelżyli i rzekli: „Bądź ty sobie
Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do
Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi”. Na to odpowiedział im ów
człowiek: „W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a
mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast
wysłuchuje Bóg każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków
nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten
człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić”. Na to dali mu taką
odpowiedź: „Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać?” I precz go
wyrzucili.
Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: „Czy ty
wierzysz w Syna Człowieczego?” On odpowiedział: „A któż to jest, Panie, abym w
Niego uwierzył?” Rzekł do niego Jezus: „Jest Nim Ten, którego widzisz i który
mówi do ciebie”. On zaś odpowiedział: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon.
Jezus rzekł: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy
nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”.
Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: „Czyż
i my jesteśmy niewidomi?” Jezus powiedział do nich: „Gdybyście byli niewidomi,
nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: «Widzimy», grzech wasz trwa
nadal”.
Komentarz
Łatwo skoncentrować się jedynie na fakcie uzdrowienia niewidomego od
urodzenia i przeoczyć to, co jest dużo ważniejsze. Otóż uzdrowienie to jest
jedynie wstępem do tego, co jest sednem działania Jezusa. On pragnie każdemu z
nas otworzyć oczy tak, abyśmy byli w stanie dostrzec, kim On jest, i odkryć
Jego prawdziwą naturę i posłannictwo. Niewidomemu się to udaje. Na samym
początku widzi w Nim zwyczajnego człowieka (Człowiek, którego nazywają Jezusem,
zrobił błoto [i] nałożył na moje oczy), a następnie wyznaje: On jest prorokiem,
i zostaje Jego uczniem (Może i wy chcecie zostać Jego uczniami?). Na koniec
oddaje Mu pokłon, uznając w Nim Syna Człowieczego. Tak więc od duchowej ślepoty
stopniowo doprowadzony zostaje do światła wiary. Każdy z nas musi przejść
podobny proces duchowego oświecenia. Prośmy więc Boga, aby otworzył nasze oczy.