Liturgia Słowa:
Ez 47, 1-2. 8-9. 12, Ps 46 (45), 2-3. 5-6. 8-9; 1 Kor 3, 9b-11. 16-17
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus
udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły,
baranki i gołębie, oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy
sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i
woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś,
którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego
Ojca targowiska». Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: «Gorliwość o
dom Twój pożera Mnie». W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego:
«Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?» Jezus
dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją
na nowo». Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę
świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?» On zaś mówił o świątyni
swego Ciała. Gdy zatem zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego,
że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.
Komentarz
Prawdopodobnie nie
ma religii, która wyznawałaby to co my, chrześcijanie: że świątynią Boga jest
każdy z nas. Nasze świątynie (kościoły) wybudowane w każdej parafii są tylko
obrazem tej świątyni, jaką jest człowiek. To każdy z nas ma być „miejscem”
modlitwy; w głębi naszych serc ma być tabernakulum, czyli miejsce realnej i
fizycznej obecności Boga; każdy z nas ma być otwarty na ludzi pragnących
spotkać się z Bogiem. Czy tak się dzieje? Czy nie zamieniliśmy siebie raczej w
targowisko, pytając się ciągle: „A czy to lub owo mi się opłaca?” Czyż nie
lepiej być świątynią, niż targowiskiem?
Źródła: deon.pl